miniatura

ZORZA POLARNA – jak, kiedy i gdzie, czyli Niezbędnik Poszukiwacza Zorzy!

Udostępnij na facebooku

Zorza polarna to niewątpliwie jedno z najbardziej spektakularnych zjawisk świetlnych i marzenie dużej ilości podróżników. Pokrótce wyjaśniamy jak tworzy się ten cudowny spektakl, gdzie i kiedy polować na zorzę oraz jak do tego wszystkiego ma się nasza ukochana Islandia. Zapraszamy do lektury wywiadu z Panią Zorzą Polarną!

Niceland: Pytamy Panią wprost – kim jesteś? Proszę powiedzieć kilka słów o sobie.

Zorza Polarna: Naukowcy definiują mnie jako zjawisko świetlne obserwowane w górnej atmosferze w pobliżu biegunów magnetycznych planety, która ma silne pole magnetyczne o charakterze dipolowym. Powstaję na skutek burz magnetycznych na Słońcu, które wyrzuca w ich trakcie ogrooomne ilości cząstek wysokoenergetycznych – nazywają to wiatrem słonecznym. „Wiaterek” wędrując przez galaktykę dociera ostatecznie do pola magnetycznego Ziemi, z którym wchodzi w reakcję. Elektrony, które są składnikami wiatru są spychane wzdłuż pola magnetycznego w kierunku biegunów, gdzie zderzają się z cząsteczkami tlenu czy azotu. To właśnie ten etap powoduje piękne rozbłyski – wzbudzone po zderzeniu cząsteczki emitują światło (kwanty światła), po czym wracają do stanu podstawowego.

Uff… Mam skomplikowaną naturę, wiem…

Ale jak to widzę ja? Jestem cudem natury, niezwykłym spektaklem, który często nie może być określony słowami – na mój widok ludzie zamierają w bezruchu, często z otwartymi ustami. Niektórzy reagują na mnie nadmierną aktywnością wyrażając ją okrzykami czy bieganiem dookoła domu, inni zaczynają płakać ze wzruszenia. Są jeszcze Ci, którzy nie patrzą na mnie bezpośrednio oczami, ale przez aparaty – przez co często omija ich to, co mam najlepszego do zaoferowania – niezwykły taniec.

N: Rozumiemy. Definicja jest dość trudna i raczej pozostaniemy przy podejściu romantycznym do tematu. Proszę nam powiedzieć, gdzie najłatwiej Panią spotkać?

ZP: Cóż, w przypadku Ziemi najłatwiej znaleźć mnie na wysokich szerokościach geograficznych. Najczęściej tańczę w okolicy koła podbiegunowego, ale bardzo często zaglądam też za jego granicę. Tańczę w Norwegii, Finlandii, na Islandii, w Kanadzie czy na Alasce, a także w północnej Rosji. Od czasu do czasu zajrzę też nieco bliżej równika – pamiętam, że było o mnie głośno także w Polsce, zresztą kilkukrotnie w ostatnich latach. To jednak trochę daleko i efekt nie jest już tak wyjątkowy. Pamiętajcie też, że nie jestem na Waszą wyłączność – mam też występy na innych planetach.

Nie wspominałam też o tym na wstępie, bo wywiad dotyczy półkuli północnej, ale mam też swoje imię na południu – nazywają mnie tam Aurora australis.

N: No dobrze, dobrze. Chcielibyśmy się także dowiedzieć kiedy jest najłatwiej Panią zastać i czy decydując się na podróż w tzw. kraje północne możemy być pewni, że spotkamy tam słynną Zorzę Polarną.

ZP: Niestety nie jest to takie proste. Znajomi mówią, że nie jestem aż taka łatwa… (śmiech). Prawda jest taka, że pracuję przez cały rok, niezależnie od pory roku. Dla Was jednak jestem widoczna głównie w okresie jesienno – zimowym, aż do wczesnej wiosny. Latem niebo jest zbyt jasne żebym mogła Wam się ukazać, ale zdarzały mi się i takie występy w mojej karierze. Największe obłożenie mam w okresie od listopada do marca i wtedy najłatwiej na mnie trafić. Poza tym musicie mieć na uwadze, że nie wszystko zależy tu ode mnie. Jedna sprawa to aktywność Słońca, a druga to lokalne warunki atmosferyczne w miejscu obserwacji. Głównym problemem jest oczywiście zachmurzenie, które tworzy dla mnie zasłonę przed spragnionymi spektaklu widzami. Zawsze mówię, że decydując się na odpowiedni okres i odpowiednie miejsce zwiększacie swoje szanse na upragniony widok, ale zachowajcie przy tym dystans i szacunek do natury, bo to ona dyktuje tu wszystkie warunki.

Islandia zorza polarna

N: Czyli sprawa nie jest taka oczywista. Cóż – kto nie próbuje ten nie daje sobie nawet szansy. Zastanawialiśmy się także nad kwestią kolorów. W sieci krąży mnóstwo niesamowitych zdjęć tego zjawiska, a paleta barw jest szeroka. Opowiesz nam o tym nieco więcej?

ZP: Pewnie! Przede wszystkim pamiętajcie, że oko ludzkie jest nieco „upośledzone”, gdy porównujemy je z możliwościami wysokiej jakości aparatów. Dlatego często pełną paletę dostrzeżecie dopiero, przy odpowiedniej konfiguracji sprzętu, na zdjęciach. Wasze oczy zazwyczaj dostrzegą mnie jako zieloną lub jasnozieloną smugę, która porusza się po nieboskłonie. Nie jest to jednak regułą – miewam i niesamowite występy, które dostrzeże każdy z Was bez wymogu robienia zdjęć. Jeżeli chodzi o kolorystykę to wszystko zależy od wysokości, na której atomy tlenu czy azotu „budzą się”. W przypadku gdy zderzenie następuje z cząsteczką tlenu na niebie objawiam się w kolorze zielonym i czerwonym – w takiej szacie występuję na przykład na Islandii. Gdy trafiam na cząstki azotu to ubieram się w barwy czerwone lub nawet niebieskawe.

N: Brzmi kusząco. Mamy nadzieję, że do zobaczenia wkrótce! Sjáumst!

ZP: Dzięki za rozmowę. Wszystkich, których interesuje nieco więcej zapraszam do obejrzenia nagrania podsumowującego reakcję różnych kultur na mój widok. Fajnie jest przekonać się jak to wyglądało na przestrzeni lat i jakie miałam znaczenie w różnych rejonach świata.

N: Dzięki!

https://www.youtube.com/watch?v=-CNHRgmXCys

Sorry, your browser does not support inline SVG.

Ostatnio na blogu